Przysiadło słonko na Jezuska żłobie 

Nie płacz Dziecino łzy osuszę Tobie
Ogrzeję liczka bajdurkę zanucę
W zamian się wielkiej miłości nauczę

Pozwól promyczkiem połaskotać Siebie
Wszak się samemu przykrzy na tym niebie
Chociaż przez chwilę weselej tu będzie
Przyjmij Jezuniu słonko po kolędzie

W Twojej osobie tyle dostojności
Choć nie posiadasz żadnych kosztowności
Berła korony komnat cudowności
Twoją ozdobą potęga miłości

Odnajdzie miłość ten co wciąż jej szuka
Do Twej stajenki pokornie zapuka
Choć ścieżki do niej nie zawsze utarte
A buty nieraz od błądzenia zdarte



WYSZEDŁ SŁONIK NA BALKONIK 

W PIĘKNY LETNI DZIEŃ
CHOĆ INSTRUMENT MIAŁ OD DZIECKA
GŁUCHY BYŁ JAK PIEŃ

JEDNAK MIŁOŚĆ DO MUZYKI
JAKĄ W SOBIE MIAŁ
POWALAŁA NA KOLANA
KIEDY KONCERT GRAŁ

WYSTARCZĄ CHĘCI BY ŚWIAT ROZKRĘCIĆ
BY ZAWIROWAŁ KAŻDY DZIEŃ
BY ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ I ROZPROMIENIŁ
I ŻAL ZE SMUTKIEM ODSZEDŁ W CIEŃ

ŻAR SIĘ LEJE KOGUT PIEJE
SŁONIK KONCERT GRA
AŻ SIĘ W TŁUMIE NIE JEDNEMU
W OKU KRĘCI ŁZA

O CO CHODZI KTOŚ SIĘ PYTA
ŻE BEZ ZBĘDNYCH MĘK
SŁOŃ ZAWŁADNĄŁ TAKIM TŁUMEM
ZNAJĄC JEDEN DŹWIĘK

WYSTARCZĄ CHĘCI BY ŚWIAT ROZKRĘCIĆ . . .

I TAK OTO W SZCZĘŚCIE ŚWIATA
SŁONIK MA SWÓJ WKŁAD
I DLATEGO ŚWIAT ZE SŁONIEM
ŻYJE ZA PAN BRAT

JA TEŻ CHYBA COŚ ZE SŁONIA
W SWEJ NATURZE MAM
KIEDY NOCĄ NA BALKONIE
NA SWEJ TRĄBIE GRAM

WYSTARCZĄ CHĘCI BY ŚWIAT ROZKRĘCIĆ . . .